niedziela, 17 lipca 2016

Voyage, voyage - Bruksela w jeden dzień





Bonjour,

Dziś zabieram Was do Brukseli. Miasto to jest dla mnie bardzo ważne ponieważ mieszkałam tam kiedyś przez dwa lata. Jest to też miasto, w którym zaczęła się moja przygoda z językiem francuskim i trwa do dzisiaj (już od 10 lat ;)). Wiele miejsc w stolicy Belgii wywołuje we mnie milion wspomnień i historii dlatego uwielbiam tam wracać. 



Tym razem nie wybrałam się tam na weekend z moim Francuzem ;) To niesamowite uczucie podróżować z ukochaną osobą i móc odkrywać z nią na nowo znane nam miejsca. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu na zwiedzanie miasta, więc w jeden dzień pokazałam T. najciekawsze miejsca.



A zatem zaczynamy od migawek z Grand-Place czyli głównego placu w Brukseli. Początki tego placu sięgają XI-XII wieku i co ciekawe jeszcze do lat 50 XX wieku funkcjonował tu handel jedzenia i tkanin.

Jak pewnie wiecie, w Belgii są trzy języki urzędowe (zależnie od położenia danego regionu) : francuski, niderlandzki i niemiecki. W całej Brukseli ważniejsze ulice i nazwy własne występują w tych dwóch pierwszych językach, tak więc Grand-Place po niderlandzku brzmi Grote Markt van Brussel. Tak na marginesie, mieszkając kiedyś w tym mieście, też musiałam uczyć się w szkole niderlandzkiego. Niestety, języki germańskie są dla mnie zbyt trudne i nie zostają mi długo w głowie ...


 Hôtel de Ville de Bruxelles czyli Ratusz Brukseli



Każda z kamienic jest bardzo pięknie zdobiona i ma swoją własną historię.




La Maison du Roi 




W jednej uliczek odchodzących od tego placu znajduje się płaskorzeźba Johanna t'Serclaesa, XIV-wiecznego bohatera, który ocalił Brukselę przed zagładą. Rzeźba podobno przynosi szczęśliwą przyszłość, tak więc około dziesięć lat temu moja mama przyprowadziła mnie w to miejsce po raz pierwszy i kazała pomyśleć życzenie w momencie pocierania dzieła. Nie pamiętam już jakie wówczas było moje życzenie, ale to samo nakazałam mojemu T. :)



Następnie ta sama uliczka prowadzi nas do kolejnego symbolu Brukseli czyli do siusiającego chłopca ( tak, tak siusiającego ;) ).   Manneken pis to mała figurka-fontanna  przedstawiająca nagiego chłopca w pozycji tak bardzo naturalnej ;)


,,Ciocia" Wikipedia opowiada historię tego chłopca : 

Jak mówi jedna z legend, chłopiec był synem jednego z królów belgijskich. Podczas polowania w lasach znajdujących się (niegdyś) wokół Brukseli, malec zaginął. Król rozkazał przeszukać wszystkie pobliskie lasy, jednak nikt nie mógł dziecka odnaleźć. Dopiero po kilku dniach, gdy wszyscy stracili już nadzieję na odszukanie królewicza, pewien leśniczy, bardzo spragniony, usłyszał szemrzący strumyczek. Odsunął gałęzie, wstrzymujące go od źródła wody, i zobaczył nagiego, sikającego chłopca.
Inna legenda mówi, że w XIV wieku Bruksela została zaatakowana i była oblegana. Najeźdźcy chcąc zdobyć miasto zaplanowali, iż podłożą materiały wybuchowe w murach miasta i dostaną się łatwo do środka. Jednak mały chłopiec imieniem Juliaanske, szpiegując agresorów, odkrył miejsce, gdzie zaraz miał nastąpić wybuch. Widząc co się dzieje, oddał mocz na palący się lont, czym uratował miasto. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Manneken_pis)

Inną ciekawostką jest to, że chłopczyk jest bardzo często przebierany w różne stroje związane z jakimś obowiązującym świętem jak i różne stowarzyszenia oferują mu swoje tradycyjne ubranie. 
Podczas naszego jednodniowego zwiedzania mieliśmy okazję zobaczyć dwa stroje tego samego popołudnia! ;) 





Następnie spacerowaliśmy po klimatycznych uliczkach stolicy znajdując pyszności w witrynach sklepowych. No i te wszechobecne GOFRY mmmm :)









Będąc w Brukseli trzeba koniecznie spróbować najlepszych frytek i lokalnego piwa bo z tego też słynie cała Belgia ;) 





W centrum zaszliśmy też do pasażu handlowego, który kiedyś był pierwszą w Europie galerią handlową. Można tam znaleźć najlepsze marki światowe. Pasaż składa się z trzech przykrytych szklanym dachem galerii: Galerie du Roi (króla), Galerie de la Reine (królowej) i Galerie des Princes (książęcej).







Spacerując po mieście można też spotkać na murach budynków postacie z kultowych  belgijskich komiksów takich jak przygody Tintina.


  
Po zwiedzaniu czas na szybką kawkę i gorącą czekoladę ( oczywiście kawa moja a czekolada mojego T. o czym opowiem innym razem ;)).



Następnie pojechaliśmy do innej części miasta zobaczyć Pałac Królewski. Niestety pogoda była bardzo kapryśna i co chwilę padało przez co zdjęcia wyszły bardzo ponuro...





No a nieopodal znajduje się też Parlament Europejski. W końcu Bruksela to stolica Europy ;)


Kolejnym i już ostatnim punktem naszej wycieczki był symbol tego miasta -Atomium czyli monumentalny model kryształu żelaza zbudowany z okazji Wystawy Światowej w Brukseli w 1958r.





Resztę wolnego czasu spędziliśmy z moją rodziną no i w podróży. Weekend był wspaniały, ale czas zleciał nam zdecydowanie za szybko...


To tyle dzisiaj. Spokojnej końcówki weekendu i miłego tygodnia.

Bisous,
J.